"Studnia w necie - to niczym faraon na skuterze" - Józek z Korfantowa, luty 2006.

Zostań radiowcem

  • strict warning: Declaration of views_handler_filter_user_name::value_submit() should be compatible with views_handler_filter_in_operator::value_submit($form, &$form_state) in /home/epoezjap/domains/studnia.org.pl/public_html/modules/views/modules/user/views_handler_filter_user_name.inc on line 143.
  • strict warning: Declaration of views_handler_filter_user_name::value_validate() should be compatible with views_handler_filter::value_validate($form, &$form_state) in /home/epoezjap/domains/studnia.org.pl/public_html/modules/views/modules/user/views_handler_filter_user_name.inc on line 143.
  • strict warning: Declaration of views_plugin_style_default::options() should be compatible with views_object::options() in /home/epoezjap/domains/studnia.org.pl/public_html/modules/views/plugins/views_plugin_style_default.inc on line 24.

Tutaj znajdziecie kilka moich z ojczymowego serca płynących uwag na temat radia internetowego. Adresuję je przede wszystkim do tych, którzy chcieliby ze Studnią współpracować jako autorzy audycji, ale też do tych, którzy chcieliby założyć własne radio (w dalszej części).

Wśród wielu korzyści, jakie przyniosło upowszechnienie internetu, jest i ta, że internet uwolnił radio. Wieloletni przymus koncesjonowania nadawczej działalności radiowej i jej dystrybucji przez władzę, zwalczającą „pirackie” radia zagrażające jej korsarskiemu monopolowi i uzurpującą sobie prawo do fal radiowych (jakby to chujowa rada radiofobii i teleschizmy była Marconim, Popowem i Teslą), utrwalił w nas przekonanie, że radio to medium dla wybranych i wtajemniczonych: latami kształconych na dziennikarzy, zdających egzaminy na „karty mikrofonowe” i dysponujących magicznymi głosami, od których majtki same słuchaczkom spadają. Gówno prawda.

Zapraszamy do współpracy każdego, kogo korci, żeby spróbować swoich sił jako radiowiec (lub radiówka, jeśli majty mają spadać chłopakom). Żeby robić fajną audycję, trzeba spełnić dwa podstawowe warunki: mieć na nią pomysł i albo nie być niemową, albo umieć pisać i obsługiwać program zamieniający tekst na głos ludzki. Bez żadnej ściemy: większość naszych autorów audycji to ludzie „z ulicy”, co oczywiście czasem znaczy - z sieci. Żeby mieć w Radiu Studnia swoją audycję, wystarczy przygotować pierwszą z nich i przysłać. Jeśli tylko nam się spodoba, z radością będziemy ją emitować co tydzień. Zastrzegamy, że nie płacimy honorariów i że starsi stażem nadredaktorzy i redaktorzy mają prawo do dowolnego awansowania i degradowania redaktorów i podredaktorów młodszych stażem.

Nasze cele: fajna zabawa w radio; wypięcie się na prostytuowane przez polityków radia „publiczne” (publiczne chyba tylko w takim sensie, jak domy publiczne) i żywiące się popkulturowymi rzygami radia „komercyjne”; udowodnienie, że może istnieć niezłe radio bez polityki i reklam.

Właśnie: tematyka i forma audycji są oczywiście całkowicie dowolne, ale są dwa rodzaje programów radiowych, które z góry odrzucamy: to takie, których podmiotem byłaby polityka lub działalność reklamowa. Nie oznacza to zakazu wspominania o polityce czy chwalenia czegoś, co jest dobre. Jeśli ktoś sprzedaje marchew i potrafi o tym ciekawie opowiadać, chętnie będziemy emitować jego audycję „Moje życie z marchwią” czy coś w tym stylu. Chodzi po prostu o to, żeby nie używać języka, który zasadza się na kłamstwie i nie może bez niego istnieć - czyli języka polityki i reklamy w potocznym rozumieniu tych słów.

Poniżej krótka ściąga, jak współpraca z Radiem Studnia ma wyglądać od strony technicznej - powstała na podstawie najczęstszych pytań naszych dotychczasowych autorów i pewnie przyda się autorom przyszłym.

Audycję można robić samemu, ale warto pamiętać, że dialogi są z natury ciekawsze od monologów i może warto rozejrzeć się wśród znajomych, czy nie znajdzie się ktoś chętny do zabawy w duecie. Można być dostojnym spikerem albo można się bawić w DJ-a - tu po prostu pełna dowolność. Najchętniej nadajemy audycje w cyklu tygodniowym - z doświadczenia wiemy, że trudno utrzymać stałych słuchaczy, jeśli spotyka się z nimi rzadziej (ale w razie czego nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia). Chętnie wysłuchamy sugestii, w jaki dzień i o jakiej porze chcielibyście być na antenie, jeśli ma to dla Was znaczenie. W przypadkach, kiedy to istotne dla audycji, możecie je nadawać na żywo, ale zaczynamy zawsze od wcześniejszego nagrywania ich. Nagrywacie je samodzielnie i przesyłacie każdą audycję w postaci jednego pliku mp3.

Wiadomo, że im lepszy mikrofon, tym lepiej, ale nie musi to być wielce zawodowy sprzęt. Po prostu to, co mówicie, ma być czytelne :-). Tak samo z pomieszczeniem i jego wyciszaniem. To zresztą zależy od konwencji samej audycji, jaką obierzecie. Poważne i „trudne” nawijki, wymagające skupienia słuchacza, wymagają raczej idealnej ciszy, luźniejsze gadki niekoniecznie. My audycję „Studnia” nadajemy z mieszkania w bloku, którego w ogóle nie wyciszaliśmy. Jeśli jednak ktoś woli ciszę bliską ideału, to warto zaopatrzyć się w bezgłośną myszkę, komputer wystawić za ścianę albo do szafy (ewentualnie elementy wymagające chłodzenia zastosować w nim w wersji z chłodzeniem bez wirnika) lub zastąpić laptopem, który chyba tak nie hałasuje. Bardzo dobrze robi burdel na chacie, czyli dużo gratów i drobnych przedmiotów, najlepiej miękkich, między którymi dźwięk "znika", a nie dudni - np. znakomicie wyciszają pomieszczenie półki z książkami. Jeśli ma się jakiś dobry dyktafon czy recorder, można też, myślę, nagrywać w plenerze, wtedy naturalne tło dźwiękowe jest raczej sprzymierzeńcem niż przeszkodą (choć raczej nie zagra się wtedy muzy, którą trzeba dopiero zgrać w chałupie).

Jeśli chodzi o program do nagrywania dźwięku, to do prostych w sumie zadań, jakimi są nagranie gadki i zgranie jej z muzyką w jeden plik, na pewno wystarczy np. darmowy Audacity. Tu jest opis: http://www.searchengines.pl/Edytory-audio-t39779.html , a kliknięciem w tytuł „Audacity” uruchomimy link do pobrania programu. Do zadań bardziej skomplikowanych są jakieś programy „didżejskie”, które mają bajery w rodzaju dopasowywania do siebie tempa bitów w sąsiadujących ze sobą kawałkach, jakiś sztucznych skreczów itp., ale żenada jaką odprawia na naszej antenie korzystający z takiego programu DJ Zwyrodnialec, skutecznie nas od tych programów odstrasza. Jeśli chcecie, to próbujcie ich na własną odpowiedzialność.

Gotowa audycja powinna mieć postać pliku mp3 w jakości 96kbps/44.100Hz lub lepszej. Wartość kbps warto podwyższyć, ale wtedy sam plik będzie większy i dłużej będzie trwała jego wysyłka. Plik należy nam przesłać przez Protokół Transferu Plików (ftp). Można to zrobić za pomocą Eksploratora Windows albo przy użyciu klienta ftp, np. Total Commandera. Polecamy ten drugi sposób jako o wiele prostszy.

Prosty w obsłudze program Total Commander (nawiasem mówiąc bardzo przydatny w codziennej pracy z komputerem, przeglądaniu, porządkowaniu, kopiowaniu plików i folderów itp.) można pobrać ze strony http://totalcmd.pl/download/app/new/ i wielu innych. Jego bezpłatna wersja różni się od płatnej jedynie jednym dodatkowym kliknięciem - po prostu przy każdorazowym uruchomieniu trzeba wybrać jeden z trzech przycisków, wskazany przez program. Po zainstalowaniu i uruchomieniu Total Commandera należy kliknąć przycisk „Sieć”, potem „FTP Połączenie”, a w okienku, które się otworzy, Nowe połączenie...”. Teraz pojawi się okienko z kilkoma polami do wypełnienia. „Sesja” - tu wpisujemy dowolną nazwę, dzięki której będziemy to połączenie odróżniać od innych. W polu „Nazwa hosta” należy wpisać - i to już ważne - następujący adres: studnia.dyndns.info (bez dodawania na początku www, ftp czy czegokolwiek!). Opcję „Logowanie anonymous” pozostawiamy niezaznaczoną. Login (nazwę użytkownika) i hasło do wpisania podamy Wam, jak już tę audycję nagracie :-)

Kolejne pola oraz okienka do zaznaczania ptaszkami nas nie interesują i zostawiamy je tak, jak są, opcje „Użyj firewall” i „Tryb pasywny” mają być niezaznaczone. Klikamy OK, okienko się zamyka.

Od tej pory, po uruchomieniu Total Commandera oraz kliknięciu „Sieć” i „FTP Połączenie”, w otwartym okienku będziemy już mieli zdefiniowane połączenie z Radiem Studnia (pod nazwą, jaka nadaliście Sesji). Po zaznaczeniu go jednym kliknięciem, klikamy „Połącz” i w jednym z dwu głównych okien programu Total Commander pokazuje się docelowy folder, na który ma być przesłany plik. W drugim głównym oknie musi być widoczny plik, który chcemy przesłać (nawigacja po zawartości Waszego komputera jest bardzo prosta, wykorzystuje się umieszczone u góry tego głównego okna oznaczenia literowe dysków na komputerze, klikając w znak „\” przechodzimy na samą górę [„początek”, „wierzch” :-] danego dysku, klikając dwa razy w katalog poniżej, wchodzimy „wgłąb” niego). Teraz zaznaczamy jednym kliknięciem plik do wysłania, klikamy na dole „F5 Kopiowanie” (lub korzystamy ze skrótu klawiaturowego F5) i „OK” w okienku, które wyskoczy. Zaczyna się wysyłanie pliku.

Jeśli się nie zaczęło, możemy wprowadzić jedną zmianę w dokonanych wcześniej ustawieniach: „Tryb pasywny” jednak zaznaczamy ptaszkiem. Powinno działać.

W audycjach możecie wykorzystywać wszystko. Jednak wykorzystując cudzą twórczość (czyli np. piosenki) należy pamiętać o sprawach następujących. Jeśli wykorzystujecie ją w niewielkim fragmencie, na zasadzie cytatu, to w ogóle nie bierzemy tego pod uwagę. Jeśli w całości, to Radio Studnia ma obowiązek umieścić każdy taki utwór w zestawieniu, jakie wysyła organizacji zbiorowego zarządzania prawami artystów. Dlatego spis wykorzystanych utworów (tytuł, wykonawca, autor słów, autor muzyki, ew. autor opracowania, czas trwania) także trzeba nam wysyłać. W przypadku większych utworów literackich o zamiarze ich wykorzystania trzeba nas poinformować z wyprzedzeniem.

Długość audycji jest dowolna, ale chcielibyśmy, żeby była stała. Ponieważ nasz śpikier dyżurny zwykle śpi, warto pamiętać, że na ogół audycje nie są przez niego zapowiadane, więc trzeba je jakoś tak zaczynać, żeby ludzie wiedzieli, że to Wy zaczynacie nadawać, przywitać się kulturalnie albo coś.

No to do roboty!

A teraz coś pośredniego miedzy pamiętnikiem a poradnikiem dla tych, którzy chcieliby zrobić całe własne radio. Od lat już pełno w sieci namawiających do tego zachęt wybiórczo omawiających temat, których wspólnym elementem jest podpucha, że to banalnie proste.
To niezupełnie prawda. W miarę proste jest stworzenie radia Groch z Kapustą, w którym na okrągło będzie leciała muzyka nadawana bez ładu i składu. Tyle tylko, że nikt takiego radia nie będzie słuchał. W ogóle zacznijmy od tego, że w dzisiejszych czasach nadawanie wyłącznie muzyki nie ma sensu. Muzyka jest powszechnie dostępna i trudno się spodziewać, że ktokolwiek wolał będzie słuchać muzyki wybranej przez Was, niż przez siebie samego. Dlatego w radiu trzeba gadać – i bardzo dobrze, bo to właśnie może się okazać dla niego ratunkiem.
Aha, jeszcze jedno zastrzeżenie. Poniżej będę ganił lub chwalił konkretne firmy, programy komputerowe, sprzęt itp. Oświadczam, że nic poza dobrymi lub złymi doświadczeniami mnie z nimi nie łączy, tzn. nie uprawiam tu żadnej kryptoreklamy, jeśli już, to jawną reklamę tych, którzy na nią w mojej opinii zasługują i od których nic w zamian nie otrzymuję. Ponadto nie znam się w ogóle na technice, korzystam ze sprzętu wskazanego mi przez mądrzejszych i potrafię tylko powiedzieć, czy spełnia on moje oczekiwania, więc nie oczekujcie jego szczegółowych analiz.
I teraz robimy już to radio. Przyjmuję, że chodzi o radio takie jak Studnia, na ogół odtwarzające muzykę lub nagrane wcześniej audycje, ale czasem też audycje na żywo. Jeśli ktoś chce robić radio nadające non stop (a inaczej chyba nie ma sensu) w pojedynkę czy we dwoje, to mówię mu od razu: musi mieć naprawdę pasję do tego, bo jeśli nie poświęci radiu całego wolnego czasu, to nic z tego nie będzie. Z doskoku można zrobić jedną audycję na jakiś czas, całego radia robić z doskoku się nie da. A zanim się zaangażujemy i zainwestujemy czas i pieniądze, polecam zrobić próbę, także po to, żeby sprawdzić siebie samych, na co nas stać. Czyli nagrać byle jakim mikrofonem dwie audycje, dodać jakąś muzykę i puścić sobie samemu i znajomym z pytaniem: czy efekt jest zadowalający? Czy nam samym chciałoby się takiego radia słuchać? Czy dobrze się bawiliśmy przy nagrywaniu i o to właśnie nam chodzi? Jeśli tak, to można przystąpić do dzieła właściwego. Ale po kolei: najpierw przygotujmy program radia, a dopiero potem zapłaćmy za możliwość jego nadawania. Jeśli zaczniemy, jak to się mawiało w Kieleckiem, od dupy strony, to będziemy musieli płacić za nadawanie radia, nie mając jeszcze czego nadawać, a wtedy nie tylko zmarnujemy trochę kasy, ale też zniechęcimy ewentualnych pierwszych słuchaczy vulgo zszargamy sobie opinię już na starcie.
Co jest potrzebne i ile to może kosztować. Zakładam, że jesteście biedni jak myszy pozarządowe i lecimy po jak najniższych kosztach, chętnie kupując sprzęt używany.


STUDIO
1. Komputer. Rozumiem, że już go macie. Ale dobrze by było, żeby miał chłodzenie bez wentylatorów i w ogóle był cichutki jak mysz pod kreską.
2. Specyficzne oprzyrządowanie, czyli to co macie, ale do radia jest potrzebne trochę inne.
a) Myszka bezgłośna, żeby klikania na antenie nie było słychać, tani i sprawdzony przeze mnie model to A4TECH Opto 200Q – ok. 30 zł.
b) Program do obróbki dźwięku (czyli np. zmiksowania własnego głosu z muzyką czy montażu reportażu), są różne bezpłatne w rodzaju Audacity. Ewentualnie, jeżeli planujemy audycje bardziej pokręcone dźwiękowo, to jakiś program didżejski do miksowania i ozdabiania efektami muzyki w czasie rzeczywistym. Tu żadnego nie polecam i żadnego nie odradzam, bo po prostu trzeba się pobawić i sprawdzić, z jakim programem dobrze się nam pracuje.
3. Mikrofon pojemnościowy, z dolnej półki, ale przyzwoity – ok. 500 zł. Rolę mikrofonu może też pełnić dobrej klasy recorder, czyli taki jak gdyby cyfrowy dyktafon. Urządzenie o tyle pożyteczne, ze przeznaczone do nagrań w terenie, zatem można za jego pomącą nagrywać też audycje w lesie albo reportaże. Mój faworyt to Zoom H4n (http://www.zoom.co.jp/english/products/h4n).
4. Filtr powietrza (głosek wybuchowych) – ok. 100 zł.
5. Słuchawki, nauszne, nie douszne, żebyście po 10 latach kariery radiowej coś jeszcze słyszeli i żebyście profesjonalnie wyglądali – ok. 100 zł.
6. Statyw do mikrofonu - 100 zł (stawiany na biurku) - 400 zł (podwieszany do sufitu lub mocowany do biurka "przegubowy"). Odradzam statywy stawiane na podłodze, bo zajmują dużo miejsca i np. Aga Wro to zawsze taki statyw niechcący kopnie. Doradzam statywy biurkowe mocowane do biurka, ja mam Rode PSA-1 (http://www.thomann.de/pl/rode_psa1.htm?sid=205de876b51d1fec03a87babc1c5be02) i sprawdza się jak najbardziej. Jeśli stawiamy mikrofon na małym statywie biurkowym bez "koszyka" mocującego mikrofon, to dobrze jest podłożyć pod statyw jakąś poduszeczkę czy gąbkę. Najważniejsze w układzie biurko-statyw-mikrofon obok tego, żeby się nie przewracał, jest nieprzenoszenie drgań. Wyobraźmy sobie, że prowadzimy audycję antyrządową i tupiemy w niej nogą na premiera. Po tupnięciu w podłogę przenosi ona drgania na biurko, biurko na statyw, statyw na mikrofon i słuchacze zamiast tupnięcia słyszą beknięcie wieloryba. A kiedy ja tupię w swoich audycjach, podłoga przenosi drgania na biurko, biurko na statyw, ale statyw gubi część tych drgań na swoich elastycznych przegubach, a resztę drgań w "koszyczku", czyli takim osadzeniu mikrofonu w statywie, że jest on zamocowany na specjalnych gumkach.
7. Mikser – ok. 400 zł. Na mikserach się nie znam, używam Behringera Eurorack MX 1604A i jestem zadowolony. Można zacząć bez miksera, ale wtedy nie podłączymy ani zewnętrznego źródła muzyki, ani drugiego mikrofonu osobno sterowanego, ani np. telefonu, jeśli zachce nam się kiedyś prowadzić rozmowy telefoniczne na antenie. Jeśli bez miksera, to oczywiście podpinamy mikrofon bezpośrednio do komputera, ale wtedy nie wiem, jaki, bo na mikrofonach komputerowych znam się jeszcze mniej, niż na radiowych.
8. 
Mini kabina, czy raczej osłona izolująca od dźwięków zewnętrznych – ok. 700 zł., ale ja nie używam i po pierwsze, wątpię w skuteczność, po drugie, uważam, że radio, w którym pojawi się czasem przypadkowy dźwięk nie jest wcale gorsze od radia dobrze odizolowanego od świata.


SERWER NADAWCZY
Czyli to „coś”, co zwykłe łącze internetowe przeistacza w radio. Bardzo ważna kwestia! Jest mnóstwo reklamujących się firemek dostarczających tzw. hosting radiowy i miejsce na swoich serwerach. Pliki audio wrzucacie na serwer takiej firmy i zdalnie sterujecie oferowanym przez tę firmę programem, który emituje dźwięki, jednocześnie firma zapewnia tzw. sloty, czyli punkty dostępu do Waszego radia dla słuchaczy. Kiedy potrzeba, zdalnie wbijacie się na taki serwer z audycją na żywo, czyli „streamem” Za to wszystko oczywiście płacicie, o ile pamiętam, przynajmniej około 100 zł miesięcznie. W praktyce działa to tak, że nic nie działa. Odradzam Wam takie firmy, przerobiłem ich mnogość, zwykle właścicielem jest jakiś amator i lamer, któremu nie chce się pracować, który udaje wieloosobowe przedsiębiorstwo i np. „zapewnia całodobowy support”, chociaż cały biznes to on sam. Po prostu omijajcie firmy, które nie mają podanego adresu, telefonu stacjonarnego i tego wszystkiego, co wyróżnia prawdziwą firmę. W szczególności odradzam usługi radiohost.pl, 24cast.pl, soundcast.pl, e-cast.pl i readycast.pl. Moje złe doświadczenia z nimi pochodzą sprzed kilku lat, ale niektórzy z nich do dzisiaj nie potrafią nawet przestać mi wysyłać swojego spamu, i to mimo wielokrotnych próśb z mojej strony obfitujących w wyrażenia wulgarne. Lepsze doświadczenia miałem z zagranicznymi dostawcami hostingu, przede wszystkim testowałem listen2myradio.com i szło to nieźle (nie pamiętam wysokości opłat), ale nie doprowadziłem sprawy do końca, bo wreszcie znalazłem odpowiedniego dostawcę hostingu w Polsce. I z czystym sumieniem polecam usługi inten.pl, tu macie cennik: http://www.inten.pl/index.php?show=serwery-radiowe. Za grosze mam radio, które od lat działa, jak to się mówi, stabilnie, i naprawdę jestem bardzo zadowolony ze współpracy. Nie chodzi tylko o to, co dostaję za swoje grosze, ale też w Intenie, kiedy czegoś mi zaoferować nie mogą, to mówią wprost: tego panu nie damy, albo nie gwarantujemy, że to będzie działać absolutnie bez zarzutu. A najbardziej mnie ujęło, że kilka razy, kiedy byłem w potrzebie, wyświadczyli mi, zupełnie obcemu gościowi, nieodpłatną przysługę, kiedy chciałem przetestować coś, za co zwykle się płaci. Oczywiście nie obiecuję, że wobec każdego będą prowadzić taką humanitarną działalność, tym bardziej, że obsługują tam duże profesjonalne radia i to, o czym tu mówimy, to dla nich drobnica, ale naprawdę jestem tą współpracą bardzo mile zaskoczony.
Wysokość opłat zależy od ilości „slotów”, czyli maksymalnej ilości jednoczesnych słuchaczy radia, jakości nadawanego dźwięku i miejsca wykupionego na serwerze. Ale tego miejsca to ja bym w ogóle nie wykupywał. Minusem Intenu z mojego punktu widzenia było to, że ponieważ nastawieni są na współpracę z prawdziwymi rozgłośniami, gdzie pracują całe zespoły dziennikarskie, nie oferują poza poczciwym winampem żadnego programu emisyjnego, a dla takich radio jak Studnia, bardzo ważny jest program inteligentnie symulujący obsługę dziennikarską. Omawiam taki program poniżej, a minus, o którym mówię, skłonił mnie w efekcie do rozwiązania, które podsunął mi Jacek Laskowski i które polecam wszystkim. Otóż w moim przekonaniu stanowczo warto obniżyć miesięczne koszty utrzymania radia, rezygnując z miejsca na serwerach zewnętrznych, a zamiast tego jednorazowo zainwestować w dodatkowy komputer pełniący rolę serwera, z którego będziemy nadawać program. Komputer taki nie musi być szczególnie wypasiony, bo jego rolą jest po prostu stać i wysyłać strumień internetowy. Musi tylko być zdolny do ciągłej, nieprzerwanej pracy, bo jak się wyłączy, wyłączy całe nasze radio :-) Czyli wydatek ok. 1000 zł.


OPROGRAMOWANIE
Znowu bardzo ważny punkt! Testowałem chyba wszystkie możliwe programy emisyjne, nawet bardzo zaawansowane i „dedykowane” rozbudowanym projektom radiowym. Żaden nie podołał moim oczekiwaniom (do czasu :-), a oczekiwania te to m. in. możliwość nadawania bardzo różnorodnych, także różnych czasowo (od kilku sekund do kilku godzin) plików dźwiękowych w ściśle określonych, czasem bardzo złożonych sekwencjach, możliwość traktowania „streamu” jako osobnego pliku audio, no, za dużo tego jest, żeby wymieniać. Oczywiście do nadawania muzyki bez jakiegokolwiek porządku wystarczy winamp czy foobar, ale tu chodzi o program, który będzie „wiedział”, które dźwięki może wyciszyć, a których nie, jeden z dwudziestu pięciu których dźwięków musi pójść po aktualnie nadawanym i czy to dowolny, czy konkretny z tych dwudziestu pięciu, jeżeli nadajemy powieść w odcinkach, to program musi „pamiętać”, który odcinek odtwarzał ostatnio, musi dobrać do niego odpowiednie zapowiedzi i „zapowiedzi wsteczne”, itd. itp., kombinacji i wymogów jest więcej, niż można sobie wyobrazić na początku, dopiero potem wychodzą w praktyce. I ten jedyny program, który wreszcie znalazłem i przed którym gotów jestem klęczeć, to nowozelandzki StationPlaylist, do kupienia za ok. 1200 zł na stronie http://stationplaylist.com. Tego typu program emisyjny to w zasadzie wszystko, czego potrzebujemy, programikami pomniejszymi nie będę się tu zajmował, bo są to albo pluginy do tego, albo programy i tak używane przez internautów, służące do łączenia się z netem, zdalnej obsługi, przesyłania plików itd.


PRAWA DO NADAWANIA
Minimalny koszt opłat za nadawanie w radiu internetowym muzyki to ok. 500 zł miesięcznie. Ale pierwsza legenda, z jaką się tu spotkacie, będzie brzmiała: nie ma sensu płacić stowarzyszeniom chroniącym prawa autorskie, wykonawcze i podobne, bo to złodzieje, a pirackiego radia one i tak nie namierzą. Z moich obserwacji wynika, że jest trochę inaczej.
Zacząłbym od tego, że artystom, którzy tego chcą, należy płacić za ich twórczość i jest to kwestia zwykłej uczciwości. Trudniej ocenić uczciwość stowarzyszeń narzucanych przez prawo jako pośrednicy między artystami a odbiorcami ich sztuki. Istnieje obowiązek płacenia twórcom (tu pośrednikiem jest ZAiKS), wykonawcom (SAWP, STOART) i producentom, czyli wydawcom (ZPAV). Obowiązek ten reguluje ustawa o prawie autorskim (http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19940240083), a wymienione przeze mnie w nawiasach organizacje zbiorowego zarządzania prawami „autorskimi i pokrewnymi” wskazuje w odpowiednim obwieszczeniu minister kultury (http://www.monitorpolski.gov.pl/MP/2009/s/21/270/1). Niestety, nie znam dokumentów określających sposoby działania tych organizacji, a szkoda, gdyż bezpośrednio wiążą się one z dodatkowymi obowiązkami nakładanymi na nadawców radia internetowego, o czym za chwilę.
Z oczywistych względów nas najbardziej dotyczy kwestia nadawania muzyki. Teoretycznie można nadawać ją legalnie i bezpłatnie, korzystając wyłącznie z twórczości artystów, którzy udostępniają ją nieodpłatnie (np. pół miliona utworów tu: www.jamendo.com) lub byli uprzejmi umrzeć co najmniej 70 lat temu. W praktyce prawie nikt nie chce się skazywać na takie ograniczenia i trzeba płacić. Wysokość opłat zależy od ilości „slotów” przypadających na radio (max liczby słuchaczy). Limity są tu określane w pięćdziesiątkach lub setkach, czyli zakładając radio, płacimy za minimum 50 słuchaczy, nawet jeśli przez pierwsze miesiące mamy tych słuchaczy dwóch. Tu pora zahaczyć o to, skąd się wzięły legendy o radyjkach internetowych z powodzeniem nadających piracko. Staram się obserwować przypadki stawiania przed sądem nadawców radia internetowego i odnoszę wrażenie, że reguła jest następująca. Organizacje zbiorowego zarządzania prawami mają własnych agentów i inspektorów, dla których wyłapanie radia internetowego działającego bezprawnie nie stanowi żadnego problemu. Natomiast dopóki takiego radia słucha pięć osób na krzyż, nie zależy im też specjalnie na stawianiu takich radiowców przed sądem, który odstąpi od karania ich ze względu na znikomą szkodliwość. Podobnie jak sami radiowcy, inspektorzy czekają na sukces takiego radia :-) Wtedy szkodliwość, a razem z nią wysokość ewentualnego odszkodowania, gwałtownie idą w górę. Przykładem radia zamkniętego z wielkim hukiem, nalotami policji na prywatne mieszkania itp. jest ś.p. Radio Spontan z Olesna, które płaciło ZAiKS-owi i STOART-owi, natomiast nie płaciło ZPAV-owi.
Tu znowu pora na dygresję, bo przypadek Radia Spontan dobrze ilustruje taktykę wprowadzania w błąd i straszenia opinii publicznej „nielegalnymi plikami”. Bryluje w tym policja i niekumaci dziennikarze, oto przykłady informacji dotyczących tylko przypadku Radia Spontan: „Młodzież przynosiła utwory na pendrive'ach. Wcześniej ściągała je z internetu przy pomocy nielegalnych programów wymiany plików”; „Policjanci na gorącym uczynku zastali mężczyznę, który emitował z prywatnego pendrive'a nielegalnie skopiowane z sieci internetowej pliki muzyczne – mówi Jarosław Dryszcz z biura prasowego opolskiej policji”; „ujawniono ponad trzydzieści tysięcy plików muzycznych w formacie MP3 – wyjaśnia Dryszcz”.
Zapamiętajcie sobie raz na zawsze i mówcie o tym każdemu policjantowi, jakiego napotkacie: nie istnieją „nielegalne pliki mp3” (chyba że zawierają słuchowisko dokumentalne pt. „Ostry seks z kozodojem”) ani „nielegalne programy wymiany plików”, tak samo jak nie istnieją nielegalne kartofle ani nielegalne ciężarówki do transportu kartofli, mimo, że można kartofle ukraść i wieźć je ciężarówką. Pobieranie z internetu bezpłatnych plików z muzyką  nie jest zabronione, zabronione jest tylko udostępnianie i rozpowszechnianie plików, do których rozpowszechniania nie posiada się praw. Teoretycznie nielegalne byłoby pobranie z sieci tylko plików opatrzonych wiarygodną informacją, że zostają udostępnione bezprawnie. Świeże i wiarygodne omówienie tego tematu macie tu: http://wyborcza.biz/biznes/1,101558,15695690,Sciagasz_filmy_z_sieci__Sprawdz__czy_jestes_piratem.html.
I jeszcze, gwoli ścisłości, gdybyście mieli kłopot z określeniem, kiedy radio odnosi sukces, ostatnia informacja prasowa dotycząca Radia Spontan: „W momencie, kiedy do studia weszli policjanci, Spontana słuchało jedenaście osób”.
Umowy, jakie będziecie zawierać ze stowarzyszeniami, będą zawierały długie listy Waszych obowiązków i krótkie Waszych praw. Tematem, jakiego jeszcze nie przerabiałem, jest to, co się dzieje, kiedy chcąc podpisać taką umowę, nie potrafi się uzgodnić z drugą stroną jej szczegółowych zapisów. Umowy, jakie sam dla świętego spokoju podpisałem, zawierają narzucone przez stowarzyszenia chroniące praw sformułowania nielogiczne i absurdalne. Ponadto, z wyjątkiem ZAiKS-u, który wreszcie zmądrzał w tym względzie i od drobnych nadawców pobiera opłaty zryczałtowane, pozostałe stowarzyszenia wciąż wymagają sporządzania detalicznych, niebywale szczegółowych zestawień wyemitowanych utworów, z ogromną ilością rubryk, które to rubryki w przypadku każdego stowarzyszenia są inne. Obliczyłem, że w przypadku najmniejszych radyjek nadających dla kilkudziesięciu osób i grających sporo muzyki (często jednoosobowych!), tantiemy dla poszczególnych twórców czy wykonawców liczone są w pojedynczych groszach. Żeby jednak wskazać tego, do kogo mają trafić te trzy grosze, trzeba by zatrudniać kilka osób, szczegółowo opisujących każdy nadany przez radio utwór! Sami sprawdźcie, czy podczas trwania jednej piosenki, potraficie wypełnić tabelkę zawierającą jej tytuł, czas trwania, autora tekstu, kompozytora, aranżera, wszystkich wykonawców, wydawcę, numer płyty, ilość odtworzeń... Skazani jesteśmy na współpracę ze stowarzyszeniami wskazanymi przez ministra kultury, czyli mamy tu do czynienia z monopolem i nie ma bata, który skłaniałby stowarzyszenia do zawierania umów w kształcie wygodnym dla obu stron. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby podpisanie umowy z analogicznym stowarzyszeniem zagranicznym z obszaru Unii Europejskiej, podobno jest to możliwe, ale tematu nie drążyłem. Sprawa dotyczy szczegółów, ale często są one bardzo istotne. Np. policjant Dryszcz straszył "prywatnym pendrive'm" prawdopodobnie dlatego, że umowy licencyjne często określają dopuszczalne sposób kopiowania i liczbę kopii oraz sposób przechowywania plików z muzyką. Zatem może się zdarzyć, że zgodnie z umową będzie Wam wolno odtworzyć z płyty piosenkę Zygfryda Wątroby "Oby oby", natomiast jeśli zaprosicie do radia Zygfryda Wątrobę i on przyniesie do odtworzenia tę samą piosenkę "Oby oby", ale na prywatnym zygfrydowątrobowym pendrive'ie, odtworzycie ja niezgodnie z obowiązującym Was prawem.


NADAWANIE
Najlepszy z niskobudżetowych sposobów nadawania wygląda według mnie tak. Mamy ten komputer-serwer stale podłączony do internetu, z którego program emisyjny nadaje radio. Kiedy chcemy nadać audycję na żywo, zdalnie rozłączamy go z internetem, a wbijamy się z własnym programem nadawanym jako strumień audio. Kiedy się rozłączamy, komputer automatycznie nawiązuje od nowa połączenie i nadaje, co mu tam program emisyjny dyktuje. Jeśli mamy innych autorów audycji, to przysyłają oni swoje dzieła na komputer-serwer jako pliki audio, ewentualnie, jeśli nadają na żywo, jako strumień (zwyczajowe kilkusekundowe opóźnienie nadawania audio przez internet dubluje się wtedy).
Jeśli chcecie o coś dopytać, podzielić się wrażeniami albo coś, to zapraszam do zakładania wątków na forum w dziale „Zostań radiowcem” (http://www.studnia.org.pl/forum/index.php?board=27.0). Postaram się być aktywny w razie potrzeby.
Co by tu na koniec. Nikomu nie życzę nawet połowy tych męczarni, które przeszedłem, zakładając własne radio. I wszystkim życzę chociaż połowy radochy, jaką z tego mam :-)